sobota, 11 lutego 2017

Reykjavik, Islandii część dalsza.


    Już trochę po czasie, już trochę po feriach ale wracam ze zdjęciami z Islandii. Z racji tego, że w poprzednim poście dałam dość obszerny opis Islandii, tutaj pozostawię to bez większych komentarzy.


Reykjavik to z pewnością jedno z bardziej klimatycznych miast ale przekonać się można tego tylko odwiedzając go.



środa, 18 stycznia 2017

KRAINA ELFÓW, czyli witaj Islandio.

      Tegoroczne ferie postanowiłam wykorzystać dość produktywnie więc postaram się nadrobić zaległości na blogu. Dzisiejszy post pojawia się dość późno bo na Islandii byłam w przerwie świątecznej, niemniej jednak wiele się od tego czasu tam nie zmieniło. Zeszłoroczne(już) Święta Bożego narodzenia spędziłam w dosłownej krainie lodu z racji tego, że mam tam bliską rodzinę. Pomijając fakt, że pogoda potrafi zmieniać się tam w przeciągu kilku minut o 360°  to Islandia jest naprawdę przepiękna. Większość zdjęć, które zobaczycie w tym poście jest jedynie porozjaśniana (z racji tego, że dzień tam jest bardzo krótki i trwa mniej więcej 4h pomiędzy 11:30 a 15:30 więc zdjęcia wychodziły dość ciemne) i wykadrowana. Jeśli więc kiedykolwiek będziecie mieli możliwość wybrania się tam to nie wahajcie się ani chwili. Brak roślinność i występowanie dni i nocy polarnych rekompensują nam liczne gejzery, gorące źródła, wodospady a także zorze polarne. Myślę, że nie ma więcej co tutaj opisywać bo zdjęcia mówią same za siebie.


Na początek zdjęcia z Blue Lagoon - Bláa Lónið, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie za sprawą krzemionki, która sprawia, że woda jest niewiarygodnie błękitna. Nie, nie jest to efekt przeróbki zdjęć, jeśli mi nie wierzycie możecie sami poszukać zdjęć w internecie lub przekonać się na własne oczy! Jak widać na zdjęciu pogoda całkiem ładna jednak po dwóch minutach zrobiła się zamieć śnieżna i wróciłam cała biała do samochodu.




Kolejnym przystankiem naszej wycieczki tamtego dnia były gorące źródła ze złożami siarki. Jeśli znacie zapach zgniłych jaj lub kwasu siarkowodorowego (mentalny biolchem) to możecie sobie wyobrazić jak "pięknie" tam pachniało, całe szczęście zdjęcia jeszcze nie potrafią oddawać takich rzeczy.




sobota, 3 grudnia 2016

WINTER IS COMING, czyli zimowe must have

   Zima pojawiła się za oknem pewnie nie jednego z was. Nadszedł czas by pożegnać piękną polską złotą jesień i przyzwyczaić się, że mróz będzie dawał się we znaki. Dlatego przygotowałam kilka rzeczy, które według mnie są absolutnym must have by przetrwać ten okres.



   Na pierwszy ogień idą kremy do pielęgnacji dłoni. Zima to czas, w którym nasza skóra jest szczególnie narażona na przesuszenie dlatego trzeba należycie o nią dbać. Jako, że należę do osób, które nie przepadają za noszeniem rękawiczek, kremy nawilżające to u mnie konieczność. Oba kremy są moimi ulubieńcami, mają podobną konsystencję, jednak jeśli chodzi o wchłanianie to zdecydowanie wygrywa krem B&BW. Pod względem zapachu i nawilżania to jednak Garnier zdobywa pierwsze miejsce. Nie mniej jednak używam ich na przemian i jestem zadowolona.


piątek, 18 listopada 2016

Daj włos.

Zdrowe, piękne, długie włosy. Która z nas o nich nie marzy? 
     Założę się, że chociaż raz, któraś z nas pragnęła być posiadaczką pięknych, długich włosów i próbowała je zapuścić, skutecznie lub też nie. Pamiętacie pewnie to wyczekiwanie, to oglądanie włosów codziennie czy chociaż urosły o milimetr.
      Jednak, niektóre z kobiet na wymarzone,długie włosy muszą czekać nieco dłużej, ponieważ na skutek chemioterapii tracą tak ważny element ciała każdej z nas, nadający nam kobiecości, jakim są właśnie włosy. Nie oszukujmy się, strata ukochanych włosów dotknęłaby niejedną z nas.



     By pomóc takim kobietom, dziewczynkom a także nastolatkom, które zostały dotknięte chorobami nowotworowymi, w których wyniku straciły swoje piękne czupryny, powstały fundacje, które zbierają włosy na peruki dla nich. Ja interesując się tym tematem od ponad roku znalazłam dwie takie fundacje: Rak'n'Roll  oraz WeGirls

piątek, 4 listopada 2016

JESIENNE REFLEKSJE: TOKSYCZNE ZWIĄZKI.




     Jesień to taka pora roku, która często skłania nas do refleksji i patrzenia wstecz. Wracają do nas wspomnienia, do których niekoniecznie my sami chcemy wracać ale cóż, takie uroki jesieni.
     Zapewne większość z was spotkała się już z określeniem "toksycznego związku" jednak pewnie nie każdy go doświadczył. Dla mnie toksyczny związek określa relacje między ludźmi, w  których  nie tylko występuje przemoc fizyczna ale także takie, w których jedna bądź obie ze stron znęcają się nad sobą psychicznie. Czemu wybrałam taki temat? Ponieważ sama w takim związku byłam i wiem jak ciężko jest się z niego wydostać. 


           Domyślam się, że duża część z was może myśleć sobie - co ja, osiemnastoletnia gówniara może wiedzieć o życiu i jakichś toksycznych związkach. Sęk w tym, że do trafienia w toksyczny związek nie trzeba być dorosłym człowiekiem z ogromnym doświadczeniem życiowym, może to spotkać każdego, niestety. Toksyczne związki nie występują tylko w sferze uczuciowej
damsko - męskiej ale często wbrew pozorom toksyczne relacje występują również w kontaktach koleżeńskich, zwłaszcza między kobietami. Ja jednak byłam w toksycznym związku sfery uczuciowej i właśnie ten temat chciałabym dziś poruszyć.

poniedziałek, 31 października 2016

dog days are over.

Cześć

      Chciałam się podzielić z wami moimi wspominkami z tegorocznych wakacji z racji tego, że w przyszłym roku mam zamiar je powtórzyć ale o tym w późniejszych postach, może. Jesienne dni dają się we znaki, humor depresyjny się załącza więc nic dziwnego, że myślami wracamy do ciepłych dni lata. Ja na swoją dzisiejszą podróż do wspomnień wybrałam NYC, bo tam spędziłam swoje 18 urodziny, jednak byłam tam więcej niż raz, stąd różne ubranka na zdjęciach. Tak czy owak, może lepiej od początku?     
       Mam siostrę, która mieszka w Stanach i w tym roku wybrałam się do niej na wakacje, jako że mieszka na wschodnim wybrzeżu udało mi się pozwiedzać wiele miejsc w tym rejonie m.in. Nowy Jork. Totalnie zakochałam się w Moście Brooklińskim, jest to jedno z moich ulubionych miejsc w tym mieście. Żeby nie było tak na sucho, wrzucę kilka zdjęć.





Jak widzicie ja na punkcie tego mostu oszalałam z radości. Serio. Po całym dniu łażenia w gorączkach, było warto!



Ale zaczęłam tak trochę od przysłowiowej "dupy strony" bo Most Brookliński był ostatnim elementem mojego urodzinowego wypadu. Zaczęło się oczywiście od Empire State Building, z którego widok zapierał dech w piersiach! Później rejs łódeczką, z której mogłam podziwiać Brooklyn Bridge, Manhattan Bridge i Statuę. Dopiero później powędrowałam na Wall Street, Most Brooklińśki i Chinatown. 




 między innymi taki widok miałam na myśli :)


 a tutaj z kolei już Manhattan Bridge gdzie fani Gossip Girl mogą dostrzec loft Humphrey'ów. Ja, jako zagorzała fanka Plotkary starałam się zobaczyć jak najwięcej miejsc związanych z serialem.






Podczas tej długiej i męczącej drogi do mostu napotkałam takie o to widoczki, więc było warto.








Kolejne zdjęcia będą już z innego dnia w NYC. Wtedy pogoda dopiero nam dała "popalić" i to dosłownie. Wróciłam spieczona jak nigdy. Nic dziwnego zresztą, skoro było około 38 stopni. Bez Starbucks'a i ogromnych ilości wody bym nie przeżyła. Tym razem było więcej chodzenia niż poprzednio. Naszą wycieczkę zaczęłyśmy od znalezionego przeze mnie parku High Line. Jest to park zbudowany na starej linii kolejowej i jedno z najchętniej odwiedzanych ostatnio miejsc przez Nowojorczyków. 

widoczki z niego może nie najpiękniejsze ale za to bardzo tumblr'owe :)